 |
14 stycznia 2010 roku, mieszkanka naszej gminy, Pani Eufrozyna Pawłowska obchodziła setne urodziny. Z tej okazji w kościele w Solcu Nowym odprawiona została Msza św. w intencji jubilatki. Podczas nabożeństwa nie zabrakło oczywiście życzeń i gratulacji dla Pani Pawłowskiej. W imieniu samorządu gminy Przemęt życzenia jubilatce złożyli: Wójt Gminy Przemęt Pani Dorota Gorzelniak, Przewodniczący Rady Gminy Przemęt Pan Zenon Klecha, Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Pani Barbara Ścigałą oraz Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Pan Leszek Anglart. Składając życzenia Wójt Dorota Gorzelniak pogratulowała jubilatce pięknie przeżytego wieku, zwracając uwagę, że całe swoje życie Pani Eufrozyna poświęciła przede wszystkim rodzinie oraz pracy na rzecz lokalnej społeczności. Słowa podziękowania i gratulacji wójt skierowała także do najbliższych jubilatki, którzy opiekują się seniorką tworzą wielopokoleniowe więzi rodzinne. List gratulacyjny do Pani Eufrozyny Pawłowskiej skierował także Premier RP Pan Donald Tusk.
Gratulacje i życzenia złożyli także ks. proboszcz Marian Brdyś oraz przedstawiciele Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów z Wolsztyna; Koła Emerytów z Solca Nowego i przedstawiciele lokalnych organizacji społecznych, sportowych, jak również sami mieszkańcy.
Pani Eufrozyna Pawłowska urodziła się 14 stycznia 1910 roku w Solcu. Niestety dwa tygodnie po porodzie jej matka – Marianna Pawłowska z domu Hunzdert, zmarła na zapalenie pluć. Dzieckiem zaopiekował się ojciec – Roman Pawłowski, który po kilku miesiącach ponownie założył rodzinę. Eufrozyna miała troje przyrodniego rodzeństwa: siostrę Marianne (urodzoną w 1915 r.), braci Jana (ur. 1913 r.) i Józefa (ur. 1922 r.), którzy już nie żyją.
Jako młoda dziewczyna imała się różnych prac, aby pomóc rodzinie. Ciężko pracowała między innymi w majątku ziemskim w miejscowości Zbarzewo i Niechłód koło Leszno. Mając 23 lata została samotną matką – porzuconą przez ojca swego nienarodzonego dziecka.
Z pomocą swojego ojca i najbliższej rodziny wychowała córkę Władysławę (ur. 1933 r.).
W czasie II wojny światowej została wywieziona przez Niemców w okolice Poznania do prac przymusowych - kopania rowów przeciwlotniczych.
Nie miała łatwego życia, tym bardziej, że pozostała osobą samotną. Nigdy nie miała swojego własnego domu. Mieszkała z córką u rodziny lub wynajmowała mieszkanie.
Gdy córka wyszła za mąż i zamieszkała z teściową, znalazła ostatnie schronienie u swojej siostry Marianny. Pomagała jej rodzinnie w prowadzeniu gospodarstwa domowego i rolnego.
W latach 1962-1972 pracowała jednocześnie jako pracownica sezonowa w Nadleśnictwie Mochy przy pielęgnacji różnych upraw leśnych. Wypracowała sobie tym sposobem bardzo skromną rentę.
Doczekała się sześcioro wnucząt: Gabriela (1955 r.), Zofia (1958 r.), Renata (1962 r.), Bogumiła (1964 r.), Daniel (1969 r.), Lucyna (1971 r.) oraz jednocześnie prawnucząt.
W 1988 r. zamieszkała w Solcu w domu najstarszej wnuczki Gabrieli, gdzie mieszka do dnia dzisiejszego.
Przez całe swoje życie, aż do czasu swej poważnej choroby w 1998 r. była osobą sprawną, pracowitą i bardzo aktywną. Żyła problemami rodziny, wsi i parafii. Pomagała swoją pracą między innymi Księdzu Proboszczowi Ludwikowi Maćkowiakowi gotują obiady dla pracowników budujących plebanię oraz dla księży będących na zastępstwach. Dorywczo sprzątała plebanię.
Do dzisiaj mimo, że nie może poruszać się samodzielnie i płynnie mówi, nadal żywo interesuje się wszystkimi problemami wsi i parafii.
|